List do M.

20 stycznia 2017

Noszę w sobie tyle bólu. Rozlewa się dookoła mnie. Jestem przepełniona łzami. Upadam co chwilę rozlewając jeszcze więcej. Chcę wylać wszystko.

Zrobiłeś mi dużo przykrości przez ten krótki czas. Nie wiem dlaczego. Kiedyś nie byłam zła, nie zasługiwałam więc na żaden z tych ciosów. Później i ja dałam Ci popalić w życiu styrana tymi wszystkimi sytuacjami, które mi sprezentowałeś. Ale… wybaczam. Wybaczam Ci litry łez. Wybaczam Ci wstyd. Wybaczam Ci krzyki i „kurwy”. Wybaczam Ci, że nie byłam pierwsza, że nie najważniejsza. Wybaczam ten strach… kłótni milion, trzaskanie drzwiami. Skończyłam tę drogę. Zawracam. Zaczynam od nowa, bo inaczej umrę. Przejdę nie oglądając się za siebie, historia niech będzie historią, zapomnianą. Tylko czy zechcesz iść ze mną? Czy podejdziesz w tym samym miejscu? powiesz ‚cześć’? zakochasz się cicho? będziesz całował troskliwie w czoło? W końcu złapiesz za rękę i pójdziesz ze mną? Czy zostanę samotną podróżniczką? Chciałabym złapać swoje marzenia i pragnienia. Chciałabym pożegnać strach. Mam chorą duszę. Poskładam serce?

1 stycznia 2017

Jak to jest, że jednego dnia kocham ponad wszysto i jedyne o czym pragnę, to włożyć obrączkę, a chwilę po tym nienawidzę i to całym sercem, w pełni szczerze…? Jak to jest, że przez krótki czas dziękuję Bogu za te chwilę miłości, którą czuję, a wkrótce po tym przez wiele dni przeklinam los i własną głupotę, że zdecydowałam się na takie życie? Gdzie leży prawda? Czy prawdziwa jest ta jednodniowa wielka miłość, mimo braku wyśnionego romantyzmu, czy tydzień nienawiści i łez? Boję się, ze zmarnuję sobie życie. Tylko nie wiem, która z tych prawd jest prawdziwsza, a która prowadzi do mojej osobistej życiowej zagłady…

1 stycznia 2017

Jestem wykończona. Nie mam siły już płakać, oddychać. Myslałam, że takie czasy odeszły w niepamięć już ładnych pare lat temu. Jednak… wróciło cale moje bagno. Zniknęła radość dnia codziennego, duma ze mnie samej, chęc zdobywania nowego dnia. Nie ma już mnie miłej, uśmiechniętej, nastawionej do ludzi i zycia pokojowo. Znowu jestem wulgarna, zła na cały świat, smutna. Znów boli mnie każdy kawałek ciała i duszy, znów myślę tylko o końcu. A może mój koniec własnie nastąpił?

Pisze to, gdy słońce świeci mi w twarz. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu uśmiechnęłabym sie do niego, do siebie. Dziś chcę zasłonić roletę.

Rozczarowanie dogoniło i mnie.

28 grudnia 2016

Zamknąć oczy i już nie otwierać.

15 grudnia 2016

W jednej minucie obudziła się we mnie nadzieja i pragnienie wspólnych Świąt, by budować, i nagle wszystko umarło, odwróciło się w przekonanie, że jednak tylko dom będzie domem w Święta. Nie mam sił, ani zdrowia do tego. I chęci już raczej niewiele.

Boża góra.

9 grudnia 2016

Nie jest dobrze. Nienawiść nas zalewa. Czuję ją szczerze i mocno. Budzą się we mnie, od długiego już czasu, najgorsze wspomnienia z dzieciństwa. Widzę na żywo obraz, który mam w pamięci. Krzyki, trzaskania drzwiami, „chuje” i „kurwy” plute w twarz. Widzę te wojny i słyszę płacz mamy. Obiecywałam sobie, że moje życie nigdy takie nie będzie. Przez to wszystko stałam się zamknięta na wiele lat, przez właśnie takie dzieciństwo długo nie wierzyłam w miłość po grób. Na chwilę uwierzyłam po latach… znów odebrano mi wszystko. Czuję się jak idiotka, która naiwnie łudziła się, że jednak… że może nawet ja… teraz jest mi wstyd.

Walczyłam o jego mocną pozycję w moim życiu i rodzinie. Dużo musiałam przewalczyć z rodzicami, z siostrami. Wiele rozmów, wiele krzyku i płaczu. Wybrałam jego, bo wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem i potrzebuje by i do niego uśmiechnęło się w końcu życie. Zaprosiłam go do siebie, dałam klucz do serca. Zamieszkał w nim i urządził straszną demolkę. Zburzył ściany, zerwał podłogę. Muszę chyba zacząć od nowa budować siebie, bo raczej nie ma już co ratować spod tego gruzu. Świetnie wychodzi w oczach ludzi. Nieważne co zrobi, jak głośno na mnie nakrzyczy, ile przekleństw rzuci i jak mocno popchnie, to ja jestem tą złą i to mnie ludzie próbują „nawracać”. Cały czas wierzyłam i chcę nadal wierzyć, że ludzie potrafią zmienić się na lepsze… choć ta wiara odbiera mi siłę do życia, z każdym zawodem oddycham coraz płyciej.

Schowałam wszystkie stare wpisy, bo – za słowami Jana Pawła II – „Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne. Tylko dziś jest twoje.„  Nie chcę już widzieć tych wpisów, tyle błędów życia w nich było zapisane. Ciągle są, schowane, ale nie chcę wciąż do nich wracać. Chcę, żeby to, co dzieje się teraz było ostatnim błędem. Albo się odmieni, naprawi i zmartwychwstanie, albo umrze na zawsze. Tylko ten błąd będę chciała zapamiętać. Jest najbardziej bolesny i uwłaczający. Najważniejszy i najstraszniejszy. me

http://stacja7.pl/wilki-dwa/wilki-depresja-6/

„Zakochanie staje się miłością, kiedy zaczynamy troszczyć się o osobę, z którą jesteśmy, kiedy się angażujemy, kiedy przestajemy mieć oczekiwania i uczymy się dawać. Miłość wymaga wysiłku oraz dojrzałości i nie uznaje dróg na skróty.”

1 grudnia 2016

Będę pierdzieć na słodko. Będę śnić o miłości. Takiej bajkowej, choć ona nigdy nie leżała obok prawdziwego życia. Będę marzyć o radości niegasnącej. O przegadanych nocach, pełnych przyjaźni i zrozumienia. O głodzie siebie wzajemnie. Będę sercem bić do wiru miłości w tańcu. W śnie stać będę nad brzegiem morza o świcie, zerkając na pierścionek na moim palcu. Gładzić krągły już brzuch… To wszystko jest niespełnioną bajką. Rzeczywistość nie daje mi wiele. Potrafiłam cieszyć się wszystkim. Stałam się innym człowiekiem. Stałam się smutną, zgorzkniałą, marudzącą i skrzywioną dziewczynką. Bo nikt nie uważa mnie za kobietę. Noszę ból. Może sama go wymyśliłam. Jedno jest pewne – pragnę zagłuszyć ból serca bólem ciała.

Twarz mnie już boli od śmiania się w grze. Dosyć mam bycia traktowaną jak dziecko. Dość mam wszystkiego.

IMG_20160811_203944

17 listopada 2016

Nie chcę tak żyć. Nie podoba mi się to. Chce mojego spokoju. Mojej ciszy. Wole moje samotne nieszczęście, niż ogrom krzyku we dwoje. Zaczynam nienawidzić, wypierając miłość. W głowie mordercze myśli.

23 października 2016

Dzień dobry. Albo i nie. Zdecydowanie nie. Z resztą, jak większość ostatnio. I stąd moja obecność tutaj. Bo przecież, gdy w sercu potop miłości i radości, nie pamiętam, żeby i to wysyłać w przestrzeń. Ale gdy chłód mrozi wszystko, szukam ciepła. Czasem nie wiem, z której strony słońce najcieplejsze przyjdzie. I wtedy błądzę. Gdy strach zalewa z każdej strony, i gdy wspomnień brud zagląda przez każdą szparę, ciężko oddychać. Nawet oczu nie chce się otworzyć. W ciemności swojej duszy lepiej siedzieć. Tak bezpieczniej. Zmory chcą mnie zjeść. Potwory przeszłości. „Historia lubi się powtarzać”…

 

blogi

Wieje mi prosto w twarz.

22 października 2016

Chodzę po lodzie kruchym jak wiara w cud
Walczę uparcie o lepszy grunt dla stóp
Snami mnie mami pokrętny losu rytm
Obietnicami plami mi ufny byt

I płynę, płynę jak falą niesiony liść
Unoszę się jak ponad szosą przydrożny pył

Choć miałem śmiało wywracać świat na wspak
To on mną miota jak linoskoczkiem wiatr

I płynę, płynę jak falą niesiony liść
Unoszę się jak ponad szosą przydrożny pył

Brodzę po wodzie, stoję w niej aż po pas
Gdy się odwracam, wieje mi prosto w twarz
Skulony gonię, karmię się wiarą, że
Prąd mnie poniesie w końcu tam, dokąd chcęblog


  • RSS