List do M.

20 stycznia 2017

Noszę w sobie tyle bólu. Rozlewa się dookoła mnie. Jestem przepełniona łzami. Upadam co chwilę rozlewając jeszcze więcej. Chcę wylać wszystko.

Zrobiłeś mi dużo przykrości przez ten krótki czas. Nie wiem dlaczego. Kiedyś nie byłam zła, nie zasługiwałam więc na żaden z tych ciosów. Później i ja dałam Ci popalić w życiu styrana tymi wszystkimi sytuacjami, które mi sprezentowałeś. Ale… wybaczam. Wybaczam Ci litry łez. Wybaczam Ci wstyd. Wybaczam Ci krzyki i „kurwy”. Wybaczam Ci, że nie byłam pierwsza, że nie najważniejsza. Wybaczam ten strach… kłótni milion, trzaskanie drzwiami. Skończyłam tę drogę. Zawracam. Zaczynam od nowa, bo inaczej umrę. Przejdę nie oglądając się za siebie, historia niech będzie historią, zapomnianą. Tylko czy zechcesz iść ze mną? Czy podejdziesz w tym samym miejscu? powiesz ‚cześć’? zakochasz się cicho? będziesz całował troskliwie w czoło? W końcu złapiesz za rękę i pójdziesz ze mną? Czy zostanę samotną podróżniczką? Chciałabym złapać swoje marzenia i pragnienia. Chciałabym pożegnać strach. Mam chorą duszę. Poskładam serce?

Napisz odpowiedź


  • RSS